Ukryty talent i "pierwsze kilometry"
Sobota, 21 kwietnia 2012
· Komentarze(1)
Piękna pogoda, i w sumie kiedy ma się marny wybór między uzewnętrznianiem uczuć w postaci płaczu a posadzeniem dupy na rower i zaczęciem treningów. Wyciagnęłam mój nienadający się do niczego, ośmioletni komunijny rower, poużalałam się nad tym, ze muszę przed każdym wyjazdem pompować koła bo powietrze ucieka, i ruszyłam. Wyszło z tego że wcale nie jestem taka zła i jeszcze byłoby coś ze mnie gdybym miała motywację taką jak kilka tygodni temu. Ale życie robi swoje i albo sama przestanę być leniem albo nic z tego nie wyjdzie. Dziś był pierwszy krok, wcale nie taki najtrudniejszy. Mimo wiatru jechało sie bardzo lekko i przyjemnie. Na ostatniej prostej jakiś owad zaatakował moje oko i kłuje mnie do teraz. To oprócz beznadziejnego sprzetu jedyny minus wycieczki.


