Na początku, około godziny 13 3 km po których chciałam dopompować opony, ale rower mnie znokautował. I się na niego obraziłam na kilka godzin. Wróciłam dopiero po 18 i dokręciłam do ośmiu. Cały czas towarzyszyły mi mżawki.
W moim obecnym stanie nie powinnam wsiadać na rower... Ale jak sie zachciało to ciało nic nie miało do powiedzenia. Wybrałam się po obiedzie i deserze, ale na pewno nie w formie i stanie fizycznym.. Skończyło się na uczuciu słabości po pierwszym kilometrze i nie pomógł nawet bidonik z malinowym sokiem. Wiedziałam że muszę wrócić do domu a wiatr nie dał wykręcić więcej niż 6km. Jutro bedzie lepiej..