Pogoda wybitnie nie dopisywała w tym tygodniu, 1 raz pojechałam do szkoły we wtorek, rower przyprowadziłam do domu dopiero wczoraj. Trasa tylko z wtorku, wczoraj nie mogłam znaleźć licznika w torebce, nie może być inaczej, w końcu jestem kobietą. W zamian za licznik miałam baardzo miłe towarzystwo w postaci mojego chłopaka, który tak z nudów wpadł do mnie.
Okropny upał, beznadziejna pogoda na rower, ale cóż, jak ciągnie.. To nic że nogi bolą.. przydałby sie jakiś odpoczynek, bo to jak na razie zbyt duże obciążenie na moje niewyćwiczone nogi.
Po szkole kolejne odwiedziny salonu Orange, macanie wybranego modelu telefoniku, kalkulacja najkorzystniejszej oferty itp. Jak sie okazało mogę wziąć droższy abonament, wystarczy ze przeniosę numer z innej sieci i wyjdzie taniej. A na tym mi właśnie zależało. Co do jazdy, i rano, i w południe wiatr prosto w twarz. Już myślałam ze jak rano wieje w jedną, to przez kilka godzin nie zmieni kierunku.. A tu niespodzianka. Nóg nie czuję ale ogólnie samopoczucie świetne :)
Dziś przekonałam się, że dojazd autobusem i rowerem do szkoły zajmują tyle samo czasu, więc stanowczo wybieram rower. Szczególnie że nie mam ograniczonych godzin powrotu. W drodze powrotnej duży wiatr, po raz kolejny..
Rankiem brak słońca, ale też wiatru nie było, przyjemna jazda. Gorzej w drodze powrotnej. Wiatr prosto w twarz, nie dało się jechać więcej niż 14km/h. Piwersza taka wyprawa do szkoły, mam nadzieję, ze nie ostatnia.