Trochę byłam zła na samą siebie że nie umiem jeździć. I jeszcze się pogrążyłam wychodząc dzisiaj. Pewnie w najbliższych dniach przez te złudne ciepło będę miała chore gardlo. Ale co tam. Muszę się nauczyć jeździć..
Jak baba bardzo chce to musi. Musi i nie ma wyjścia. Albo będzie zła na cały świat. Wczoraj nie wyszło więc dzisiaj wypad po lakier do miasta był konieczny. Sama nie wiem kiedy dojechałam do sklepu. Przy okazji pobytu w mieście gdzie są sklepy inne niż spożywcze odwiedziłam wszystkie 2 sklepy sportowe, z czego jeden specjalizuje się w sprzedaży roweru. Jednak w obu sklepach panowie kiedy usłyszeli że potrzebuję spodenek rowereowych z wkładką zrobili wielkie oczy. I tak oto albo kupię sobie pampersy albo dalej będzie mnie bolał krok. Ale co tam. Pierwsze 20 z małymi przerwami na sklepy.
Jakoś mi dzisiaj dziwnie gorąco i męcząco, a myślałam, ze zrobię upragnione 20km. W sumie do zachodu słońca kupa czasu, ale chciałam te 20 machnąć bez zsiadania z roweru. Nogi ciągle bolą..
Tytuł górnolotny, dane weryfikują prawdziwy stan wydarzenia :) Ale taka prawda. To moja najdłuższa wyprawa za jednym zamachem. Wytrząchało mnie na okolicznych dziurskach. A chciałam się tylko przekonać czy moje podejrzenia o beznadziejny stan jednej z dróg są prawdą.. Dziury poprzeplatane kawałkami asfaltu mówiąc najprościej. Wycieczka mimo to była baaardzo przyjemna, zrelaksowałam się i zmęczyłam, a to najważniejsze.
Długi majowy weekend, normalni ludzie zakochani w rowerze robią wypady na pikniki, większe wycieczki.. Trochę mniej normalni za 3 dni mają maturę a i tak robią ponad 160km jednego dnia. Do tych wybryków natury zalicza się mój ukochany. Nie wiem jak on moze w taki upał jechać tyle kilometrów i jeszcze mieć siłę mnie wyciągać na kręcenie. Ja jeszcze nie umiem jeździć na rowerze więc moje możliwości zostały zdeptane w konfrontacji z jego wytrzymałoscią siłą itd. Ale nawet małe postępy są dobre, bo są postępami!
Nie wiedziałam, że wyjeżdżając z domu można jechać taką świetną drogą.. Mimo krótkiej trasy wycieczka śwetnie pomogła mi spalić (a przynajmniej zaakceptować kalorie) obiad i deser.
Okropny upał, beznadziejna pogoda na rower, ale cóż, jak ciągnie.. To nic że nogi bolą.. przydałby sie jakiś odpoczynek, bo to jak na razie zbyt duże obciążenie na moje niewyćwiczone nogi.
Po szkole kolejne odwiedziny salonu Orange, macanie wybranego modelu telefoniku, kalkulacja najkorzystniejszej oferty itp. Jak sie okazało mogę wziąć droższy abonament, wystarczy ze przeniosę numer z innej sieci i wyjdzie taniej. A na tym mi właśnie zależało. Co do jazdy, i rano, i w południe wiatr prosto w twarz. Już myślałam ze jak rano wieje w jedną, to przez kilka godzin nie zmieni kierunku.. A tu niespodzianka. Nóg nie czuję ale ogólnie samopoczucie świetne :)
Dziś przekonałam się, że dojazd autobusem i rowerem do szkoły zajmują tyle samo czasu, więc stanowczo wybieram rower. Szczególnie że nie mam ograniczonych godzin powrotu. W drodze powrotnej duży wiatr, po raz kolejny..